Zamów w naszym sklepie
  • 12-636-18-51
  • wydawnictwo@plantpress.pl
ogrodinfo.pl
sad24.pl
warzywa.pl
Numer 04/2005

FRUIT LOGISTICA' 2005 - DZIŚ NA TARGACH, JUTRO W SKLEPACH

Po ubiegłorocznej edycji wydawało się, że berlińskie targi trudno będzie jeszcze powiększyć. Tymczasem znowu – już po raz 13. – pobiły one wcześniejsze rekordy. Powierzchnia wystawowa wzros­ła z 36 000 m2 do 48 000 m2, liczba wystawców – z 1112 do 1355,a zwiedzających z 22 000 do 28 500. W ten sposób Fruit Logistica stała się najważniejszą imprezą w branży owocowo-warzywnej na świecie, a hasła lansowane przez organizatorów – "kogo nie ma w Berlinie, ten nie istnieje na rynku" oraz "dziś na targach, jutro w sklepach" stają się coraz bardziej aktualne. Gdyby podążać za tym tokiem rozumowania, wnioski okazałyby się przygnębiające. Polskie ogrodnictwo – statystycznie jedna z potęg europejskich – ma na unijnym i światowym rynku marginalne znaczenie. Jest to jeszcze smutniejsze, gdy uświadomimy sobie, że trzydniową berlińską wystawę obsługiwało aż 460 dziennikarzy z ponad 30 krajów, którzy swoje opinie przedstawili później w mediach.


Polska ekspozycja

W katalogu wystawców z podziałem na kraje, z których przyjechali uczestnicy tegorocznych targów Fruit Logistica, polska reprezentac­-ja nie wyglądała najgorzej — odnotowano bowiem aż 17 firm (były jeszcze trzy, o których w katalogu zapomniano). Istniała więc szansa na stworzenie widocznej reprezentac­ji polskiego ogrodnictwa. Niestety, znowu zaprzepaściliśmy te możliwoś­ci. Polskich firm gościło w Berlinie całkiem sporo, ale nasze stoiska były rozproszone po bardzo rozległym terenie wystawy. Trzeba oczywiście docenić, że polscy przedsiębiorcy pojawili się w Niemczech, tym bardziej że po raz pierwszy byli tam całkowicie na własny koszt (w tym roku nie było już dotacji do tych targów). Szkoda jednak, że wciąż nie udało się stworzyć stoiska narodowego, że zabrakło polskiej flagi czy chociażby zauważalnego napisu "Polska".

Podobnie jak w latach ubiegłych, nasza oferta ograniczyła się przede wszystkim do pomidorów spod osłon oraz jabłek. Te pierwsze eksponowało Gospodarstwo Ogrodnicze Mularski. "Familly tomatoes" z rodzinnej firmy Mularskich to jedyna chyba do tej pory marka, która już zaistniała na unijnym rynku, a — jak twierdzi senior rodziny Tadeusz Mularski (fot. 1) – jest tam jeszcze sporo miejsca dla polskich pomidorów. Tegoroczny początek sezonu był dobry dla krajowych producentów — ceny pomidorów były wysokie, gdyż silne wichury zniszczyły wiele plantacji w Hiszpanii. W Gospodarstwie Ogrodniczym Mularski pomidory uprawia się już na 45 ha, z czego 13 ha przeznaczono pod odmiany gronowe. Aż 80% wszystkich warzyw z tej firmy trafiło w ubiegłym roku na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Szwecji — wszystkie w opakowaniach kartonowych z firmowym logo.


Fot. 1. Tadeusz Mularski (po prawej) z synem na stoisku swojego gospodarstwa w Berlinie

Polskie pomidory i ogórki pojawiły się także na wspólnym stoisku pod nazwą Południowa Grupa Producentów Warzyw (fot. 2), zorganizowanym przez 6 gospodarstw ogrodniczych (Siechnice, Paczyna, Leonów, Krzeszowice, Garden i Trzebownis­ko). Być może, będzie to początek bliższej współpracy tych firm, które łącznie mogą zaoferować odbiorcom 28 000 ton pomidorów i 8500 ton ogórków spod osłon, co stanowi spory potencjał. Na razie ta nieformalna grupa powstała jednak przede wszystkim po to, aby wspólnie przedstawić swoje produkty w Berlinie.


Fot. 2. Wspólne stoisko Południowej Grupy Producentów Warzyw

Jabłka przywiozły na targi 3 polskie grupy producenckie (Activ, Stryjno-Sad, Polfrut) oraz kilka firm handlowych (fot. 3). Opinie ich przedstawicieli były podzielone. Jedni uważali, że polskie jabłka trudno sprzedać na Zachodzie, inni — że nie jest z tym tak źle. Zdaniem Macieja Lipeckiego oraz Agnieszki Porzak z grupy Stryjno-Sad (fot. 4), handlowcy z Zachodu potrzebują głównie 'Golden Deliciousa' i 'Gali', a owoców tych odmian nie mamy w nadmiarze (ze zbytem za granicę tych, które w lutym były jeszcze zamknięte w przechowalniach, kłopotów raczej być nie powinno). Mamy sporo jabłek, ale niestety owoców odmian nieznanych zachodnim konsumentom. "Nasze jabłka są kolorowe, a w UE handluje się głównie owocami jednobarwnymi — żółtymi albo czerwonymi" — twierdzi Krzysztof Zięba
z firmy Polfrut (fot. 5). Zdaniem wszystkich, najważniejszy prob­lem stanowi brak promocji polskich produktów ogrodniczych za granicą. Zamiast przeznaczać pieniądze na dopłaty do udziału w targach w egzotycznych krajach, lepiej byłoby spożytkować te fundusze na promocję — na przekonanie Zachodu, że nasze jabłka są bardzo smaczne i zdrowe. Poza tym pewnie moglibyśmy sprzedawać tam więcej na przykład 'ampiona', gdyby było nas stać na reklamę jabłek za granicą (tak, jak to robią w Niemczech chociażby Francuzi z odmianą Ariane® czy Nowozelandczycy z Jazz®).


Fot. 3. Ekspozycja polskich jabłek przywieziona przez firmę Inter-Trade


Fot. 4. Agnieszka Porzak (od lewej), Maciej Lipecki , Zbigniew Chołyk z grupy Stryjno-Sad z gośćmi stoiska w Berlinie — profesorem E. Makoszem z małżonką


Fot. 5. "W UE handluje się głównie jabłkami jednobarwnymi" uważa Krzysztof Zięba
z grupy Polfrut

Według przedstawicieli firmy Agro Service, kolejny problem wynika z faktu, że polskie owoce dostarczane na Zachód przez przypadkowe firmy rozczarowały już wielu odbiorców — były zastrzeżenia co do jakości towaru i jednolitości partii. To popsuło trochę rynek i teraz trzeba będzie odbudować wizerunek polskich jabłek w oczach kontrahentów. Na razie nasze owoce nie są w Europie Zachodniej znane lub źle się kojarzą.

Jakość jest także najważniejsza dla firmy Activ. Zdaniem jej właścicieli — "Sprzedaż jabłek w skrzyniopaletach to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Chcemy, aby nasze owoce kojarzyły się z dobrym produktem, z naszym logo, żeby promowały wizerunek firmy". Problemem wszystkich handlujących owocami były w tym roku niskie ceny jabłek — hurtowe w UE nawet o 50% niższe od ubiegłorocznych.

Popatrzmy na innych

Prawie wszystkie kraje, których przedstawiciele uczestniczyli w targach Fruit Logistica, miały wspólne narodowe stoiska. Największe ekspozycje przywieźli Niemcy, Holendrzy, Francuzi i Belgowie. Hiszpańscy dostawcy zorganizowali nawet pawilon podzielony na główne rejony produkcyjne w tym kraju. Łączone pawilony miały jednak także kraje o mniejszych tradycjach ogrodniczych, próbujące znaleźć swoje miejsce na światowym rynku. W tym roku widoczne były, na przykład, narodowe ekspozycje Turcji, Maroka (na plakatach można było przeczytać, że w tym kraju już ponad 1000 ha plantac­ji pomidorów posiada certyfikaty EUREPGAP), Grecji (ten kraj chce zaistnieć na unijnym rynku jako dostawca wczesnych truskawek), Argentyny, Peru czy Chile (fot. 6). Na każdym z tych stoisk zorganizowano punkt informacyjny, w którym zainteresowani danym produktem byli przez hostessy kierowani do odpowiedniej osoby. Nigdzie nie brakowało też folderów i broszur z pełnymi informacjami o produkcji ogrodniczej w danym państwie wraz z adresami producentów lub dostawców. Najciekawsze jednak, że — mimo konkurencji — wielu dostawców potrafi wspólnie walczyć o promocję własnych krajów. Na przykład Francuzi przekonywali do swoich owoców i warzyw hasłem "Fresh attitude, fresh, french", co można przetłumaczyć, jako "Świeże podejście, świeże, francuskie".


Fot. 6. Punkt informacyjny na stoisku Chile

Na tym tle bardzo dobrze wypadli po raz kolejny Węgrzy, których narodowy pawilon był oblegany przez zwiedzających. Nie zabrakło tam atrakcyjnych folderów w wielu językach, z informacjami o węgierskich owocach oraz ich producentach. Na konferencjach prasowych oraz w kuluarach występowały hostessy w strojach narodowych z koszami warzyw i owoców (a to przykuwało uwagę mediów — fot. 7). O to wszystko dba jednak w tym kraju agencja promocji artykułów rolnych — Agrrmarketing Centrum. Od kilku lat przygotowuje ona węgierski pawilon na targach w Berlinie (wystawcy pokrywają tylko 50% kosztów uczestnictwa).


Fot. 7. Węgierskie hostessy przyciągały uwagę mediów

Ciekawostki i nowości

Jeden z największych graczy na unijnym rynku owoców i warzyw holenderska firma The Greenery International postanowiła zwrócić uwagę kontrahentów na smak dostarczanych przez siebie pomidorów.
W ofercie The Gree­nery warzywa te pojawiły się pod markami Aromio oraz Tasty Tom (fot. 8). W ten sposób promowano zarówno pomidory mięsiste, jak i w gronach, a także koktajlowe. Pomidory o nietypowej barwie skórki pojawiły się z kolei u dostawców z Izraela — firmy Carmel Agrexco Ltd., największego eksportera warzyw z tego kraju. Koktajlowe pomidory pokazane pod nazwą handlową Tiger Tomato miały czerwoną skórkę w czarnozielone paski (fot. 9) i wyróżniały się słodkim smakiem.


Fot. 8. The Greenery International chce promować pomidory wyróżniające się dobrym smakiem


Fot. 9. Pasiaste pomidory koktajlowe od największego dostawcy tych warzyw z Izraela

Największym wydarzeniem w bran­ży jabłek była premiera wspomnianych już nowozelandzkich jabłek Jazz® (fot. 10), które produkowane są już na antypodach w ilościach handlowych. Owoce są słodkie, aromatyczne, twarde i chrupiące oraz mają atrakcyjną czerwono-żółtą skórkę. Ich pojawienie się w handlu międzynarodowym poprzedziła trwająca od kilku lat kampania medialna (niewielkie partie jabłek Jazz® sprzedawano dotychczas wyłącznie w Wielkiej Brytanii). Targi zbiegły się w tym roku z Walentynkami, o czym nie zapomnieli producenci owoców Pink Lady®, wykorzystując święto zakochanych do promocji jabłek w oryginalnych opakowaniach (fot. 11), za które trzeba jednak zapłacić sporo więcej niż za przeciętne owoce. Jabłka na Walentynki nie były jednak najdroższe spośród tych, które oferowano w Berlinie. Rekord należał do Japończyków, którzy przywieźli owoce-dzieła sztuki (fot. 12). Jabłka zdobione tradycyjnymi i niepowtarzalnymi motywami japońskimi (tworzonymi przy pomocy naklejek umieszczanych na gigantycznych owocach odmiany 'Stark Jumbo') kosztowały 1000 euro za sztukę. Początkowo miały być tylko reklamą owoców z Japonii w Europie, ale okazało się, że więcej chętnych jest na te żywe dzieła sztuki (chcą je kupować przedstawiciele firm z branży ogrodniczej na prezenty dla swoich kontrahentów) niż na jabłka deserowe. Pomysł na jabłka-prezenty przywieźli też Włosi. Jedna z tamtejszych firm oferowała jabłka w opakowaniach tekturowych z motywami Świąt Bożego Narodzenia (fot. 13).


Fot. 10. Premiera jabłek Jazz® z Nowej Zelandii


Fot. 11. Pink Lady® w walentynkowym opakowaniu


Fot. 12. Takie owoce z Japonii oferowano po 1000 euro za sztukę


Fot. 13. Włoski pomysł na sprzedaż jabłek w okresie świątecznym

Chińczycy

W tym roku na targach bardzo aktywni byli przedsiębiorcy z Chin, którzy przywieźli do Berlina przede wszystkim jabłka oraz gruszki, ale także sporo cytrusów oraz warzyw. Chińskie jabłka (fot. 14) to już nie tylko różowe 'Fuji' (produkowane z owijaniem owoców na drzewach w papierowe torebki), ale także 'Golden Delicious' czy 'Gala'. Chińskie jabłka oferowano zarówno w postaci znanej do tej pory (owoce pakowane w indywidualne osłonki z perforowanej gąbki), jak i w opakowaniach kartonowych oraz w workach foliowych. Po raz pierwszy chińskie stoiska wyróżniały się atrakcyjnym wyglądem (fot. 15) i cieszyły się zainteresowaniem zwiedzających. W materiałach reklamowych Chińczycy chwalili się nowymi, profesjonalnymi przechowalniami oraz pakowalniami owoców.
O znaczeniu chińskich jabłek może też świadczyć fakt, że po raz pierwszy oferowała je pod swoim logo firma Chiquita (fot. 16), która na polskim rynku znana jest jako dostawca bananów. Z ciekawostek warto wspomnieć o nowym warzywie z Kraju Środka — jadalnych cebulach jednego z gatunków azjatyckich lilii (fot. 17). Cebule mają mieć teksturę białej kapusty i słodkawy smak, a ze względu na ich właściwości zdrowotne, Chińczycy nazywają je warzywnym żeń-szeniem. Cebule spożywa się w sałatkach na surowo.

Fot. 14, 15. Nigdy wcześniej w Berlinie nie było tylu chińskich stoisk


Fot. 16. Chińskie Fuji pod marką firmy Chiquita


Fot. 17. Jadalne cebule lilii rodem z Państwa Środka