Zamów w naszym sklepie
  • 12-636-18-51
  • wydawnictwo@plantpress.pl
ogrodinfo.pl
sad24.pl
warzywa.pl
Numer 04/2005

WĘGIERSCY LIDERZY

Od czasu, gdy z początkiem lat 90. ubiegłego wieku na Węgrzech nastała gospodarka rynkowa, dokonały się w ogrodnictwie tego kraju charakterystyczne zmiany. W produkcji roślin ozdobnych pod osłonami ton przestały nadawać duże kombinaty i — choć niektóre z nich przetrwały w formie spółek lub spółdzielni — nowoczesność i postęp stały się domeną gospodarstw indywidualnych. Poniżej przedstawiam przykłady dwóch przedsiębiorstw, które sprostały wyzwaniom nowych czasów i wciąż się rozwijają. Zlokalizowane są na południu kraju, gdzie warunki klimatyczne szczególnie sprzyjają produkcji ogrodniczej pod osłonami.

Kwiaty cięte

Przykładem wyróżniającego się zakładu o tej specjalizac­ji jest rodzinna firma Bozsó Fleur z miejscowości Balstya niedaleko Szegedu. Istnieje około 30 lat. Na początku zajmowano się produkcją sadowniczą, a w latach osiemdziesiątych XX w. postawiono pierwsze tunele, w których uprawiano warzywa. Era kwiaciarstwa w tym gospodarstwie zaczęła się w 1985 roku, kiedy to w namiotach posadzono frezje. Kolejnymi uprawami były: irysy holenderskie, lilie, alstremerie i gerbery. Te ostatnie stały się znakiem firmowym przedsiębiorstwa Bozsó, w którym produkcją kierowało już wówczas drugie pokolenie. Po 12 latach, w 2002 roku, zrezygnowano jednak z gerber na rzecz róż, dostosowując się do bieżącej koniunktury rynkowej (pod względem powierzchni uprawy te plasują się obecnie na Węgrzech ex aequo na drugim miejscu — pierwsze zajmują goździki).

Warto dodać, że materiał wyjściowy do produkcji gerber Bozsówie kupowali od polskiego dostawcy, któremu notabene zawdzięczają postawienie pierwszej szklarni. Otóż w 1994 r., za jego namową i pośrednictwem, nabyli okazyjnie używany obiekt z Niemiec, gdyż na inny nie było ich stać. Jak się okazało, był to początek modernizacji zakładu, w którym obecnie nie ma już tuneli, a — obok starej szklarni — stoi nowa, zbudowana w ostatniej dekadzie. Zajmuje 5500 m2, czyli mniej więcej 1/3 areału, na jakim dziś gospodaruje rodzina Bozsó, wynoszącego 1,6 ha. Właściciele zamierzają go jednak niebawem powiększyć o 6000–8000 m2.

Gbor Bozsó (fot. 1) podkreśla, że u Polaków zdobywał też podstawową wiedzę praktyczną dotyczącą horyzontalnej (tzw. japońskiej) metody prowadzenia krzewów róż, która jest koniecznością przy nowoczesnej całorocznej produkcji (fot. 2). Przybyszowi z Polski czy innego kraju leżącego na północy kontynentu rzuca się jednak w oczy brak lamp do doświetlania asymilacyjnego w szklarniach tego ogrodnika. Nie jest to w warunkach okolic Szegedu błąd, lecz luksus, na jaki mogą sobie pozwolić tamtejsi producenci. Warunki świetlne są bowiem w tym rejonie wyjątkowo dobre — większa jest niż przeciętnie na Węgrzech intensywność światła naturalnego i jego sumaryczna ilość w ciągu roku. Mimo wszystko zimą jakość niektórych odmian wyraźnie cierpi na braku doświetlania, ale w ostatecznym rozrachunku nie jest ono ekonomicznie uzasadnione.


Fot. 1. Gbor Bozsó z żoną są jednymi z najlepszych węgierskich producentów kwiatów róż szklarniowych fot. 1–9 A. Cecot


Fot. 2. Najnowsza część szklarni ma powierzchnię 5500 m2 (na fot. — odmiana 'Passion')

Jako podłoża używa się wełny mineralnej — wybrano ten produkt, między innymi, na podstawie wcześniejszych doświadczeń z uprawą gerbery. Zasadniczym argumentem przemawiającym za wełną był fakt, że dzięki konieczności umieszczania mat i kostek wyżej nad gruntem szklarni niż w przypadku pojemników, plantacja G. Bozsó nie została zniszczona przez powódź, jaka nawiedziła rejon Szegedu w 1998 roku.

Na metrze kwadratowym sadzi się po 6 roślin. Plantacja podlewana jest wodą studzienną dobrej jakości. Jak zapewnia właściciel, w niedalekiej przyszłości zamierza wprowadzić obieg zamknięty wody i pożywki.

Materiał wyjściowy — ukorzenione sadzonki — kupuje w specjalistycznej firmie płacąc równowartość 2 €/szt. Jak podaje, opłata licencyjna wynosi 1 €/szt., ale wnosi się ją hodowcy po roku od nabycia sadzonek. Dane nasadzenie eksploatują do 5 lat. Plantacja G. Bozsó we wrześniu 2004 r. wyglądała zdrowo i była wolna od szkodników. Ogrodnik ten opryskiwał jednak rośliny co 3 dni preparatem przędziorkobójczym.

W uprawie dominuje obecnie odmiana 'Passion', która zajmuje powierzchnię 1,3 ha, a druga w kolejności jest 'Red Champ'. Ta pierwsza miała być na Węgrzech niemal wyłączną specjalnością firmy Bozsó. Jak tłumaczą właściciele, około pięciu największych rodzimych producentów kwiatów róż szklarniowych zawarło parę lat temu niepisaną umowę, dzieląc rynek czerwonych odmian między siebie. Chodziło o to, by ograniczyć wzajemną konkurencję i nie wchodzić sobie w paradę. Wybrana przez Bozsów 'Passion' okazała się jednak na tyle interesująca dla klientów, że zasady umowy przestały być dotrzymywane. Ogrodnicy ci podkreślają, że oferowanie do sprzedaży kwiatów tej kreacji razem z 'Red Champ' powoduje, że wybierana jest ta pierwsza. 'Red Champ' wyróżnia się jednak odpornością na gorsze warunki świetlne zimą, czym przewyższa odmianę 'Passion'.

Na Węgrzech stawia się przede wszystkim na kreacje o kwiatach średniej wielkości, gdyż — jak mówi G. Bozsó — stosunkowo niskie ceny róż wielkokwiatowych, przy niższych plonach nie pozwalają przyzwoicie zarobić na tej produkcji. Za kwiaty odmian, które uprawia, otrzymuje cenę równą — w forintach* — długości pędu powiększoną o 10–20 HUF (w okresach zastoju na rynku — pomniejszoną o tę kwotę). Ogrodnik ten oferuje kwiaty o pędach 80-centymetrowych. Największy popyt na róże panuje na Węgrzech przed Dniem Matki, ale kraj naszych "bratanków" wyróżnia duża liczba popularnych okazji (w sumie 24), przy których obdarowuje się — na przykład — solenizanta kwiatami. Wzrost zapotrzebowania na róże nie skutkuje wyższymi cenami, bo w okresach wzmożonej sprzedaży zwiększa się import tych kwiatów i średnie notowania nie idą w górę.

Firma Bozsó dostarcza na rynek średnio w tygodniu 40 000 kwiatów, które ścina się na ogół dwa razy dziennie. Są one zaraz po zbiorze wstawiane do chłodni, której łączna powierzchnia wynosi 70 m2, i kondycjonowane. Sortowanie odbywa się za pomocą maszyny Rosematic (w ubiegłym roku na Węgrzech pracowały tylko 2 takie urządzenia — fot. 3). Zmechanizowano także wiązanie kwiatów w pęczki oraz owijanie ich folią z firmowymi nadrukami i nazwą odmiany (fot. 4). Zbiorem i sortowaniem zajmuje się 10 robotników — Rumunów z pobliskiej Transylwanii. Ogrodnicy chwalą sobie tych pracowników za ich rzetelność i zarazem podkreślają, że stawki wynagrodzenia dla nich są takie same, jakie byłyby dla Węgrów.


Fot. 3. W gospodarstwie tym pracuje jeden z dwóch na Węgrzech takich sortowników


Fot. 4. Kwiaty z firmy Bozsó są oferowane jako produkt markowy

Dystrybucja kwiatów z Bozsó Fleur odbywa się przede wszystkim za pośrednictwem grupy Virgpaletta (fot. 5), która zrzesza blisko 50 węgierskich producentów roślin ozdobnych. Ma ona w kraju 28 punktów sprzedaży typu cash & carry, w których zaopatrują się właściciele kwiaciarń i centrów ogrodniczych. Oferta członków grupy wzbogacana jest towarem z zewnątrz, przede wszystkim importowanym. Swoje kwiaty G. Bozsó dostarcza dwa razy w tygodniu do centrum logistycznego Virgpaletta w Dobos, skąd trafiają one do różnych, wspomnianych miejsc zbytu (niedogodnością handlu w ramach tej grupy jest to, że kwiaty lub rośliny, które nie znajdują nabywców, wracają do producenta, ale te od członka Virgpaletta mają pierwszeństwo przy kierowaniu produktów do sprzedaży). Towar z gospodarstwa w Balastya wożony jest także na największą węgierską giełdę Flora Hungaria w Szigetszentmiklós koło Budapesztu.


Fot. 5. Większą część towaru sprzedaje się w systemie Virgpaletta,
który jest wynikiem współpracy 50 węgierskich ogrodników

Pytany o największe problemy Gbor Bozsó wymienia koszty ogrzewania szklarni gazem, którego ubiegłoroczna cena wynosiła 60 HUF/m3, a w tym roku miała wzrosnąć o 10%. Aby zimą utrzymać pod osłonami temperaturę 18°C, w najmroźniejszych okresach wydaje się 6 mln HUF miesięcznie, przy czym stała opłata przesyłowa to 400 tysięcy HUF na miesiąc. Właściciele zamierzają więc zmienić system ogrzewania i korzystać z naturalnego bogactwa południowych Węgier, jakim są źródła geotermalne. Otrzymanie pozwolenia na wybudowanie odpowiedniej infrastruktury oraz realizacja przedsięwzięcia nie jest jednak — w obliczu obecnie obowiązujących przepisów — sprawą prostą ani tanią. W perspektywie jednak powinno się to zwrócić z nawiązką.

Rośliny doniczkowe i balkonowo-rabatowe

Taka jest specjalność firmy rends Disznovenykertszet z miejscowości Domaszk. Oprócz znajdujących się tam hektarowych szklarni, istnieje też filia przedsiębiorstwa w Szegedzie. W mieście tym jednak, w starszym obiekcie (o powierzchni 3000 m2), właściciel — Mihly rends — głównie sprzedaje swój towar (30%). Podstawowym kanałem zbytu roślin z tego gospodarstwa pozostaje jednak Flora Hungaria (50%). Raz w tygodniu dostarczane są one ponadto do Virgpaletty, a — w efekcie — trafiają do 7 punktów cash & carry. Wymienioną do tej pory działalność M. rends uzupełnia handlem hurtowym (w Szegedzie i Budapeszcie), na którego potrzeby dodatkowo importuje brakujący asortyment roślin.

Gospodarstwo ma 20-letnie tradycje, ale kiedyś produkowano w nim warzywa pod osłonami. Rośliny doniczkowe pojawiły się w 1996 roku — od tej pory firma się wyraźnie rozwija i jest jednym z nielicznych na Węgrzech nowoczesnych przedsiębiorstw o tej spec­jalności. Jak mówi jej właściciel, modernizacja odbywa się metodą drobnych kroków, choć w ubiegłych dwóch latach rozbudowa nabrała przyspieszenia dzięki funduszom przedakcesyjnym.

Obecnie największy udział w produkcji mają gatunki ozdobne z liści (fot. 6), ale nie brakuje też kwitnących roś­lin doniczkowych (cyklameny, głównie z grupy Halios — fot. 7 — czy pierwiosnki). Mihly rends podkreśla, że na Węgrzech nie nastał jeszcze czas wąskiej specjalizacji: producent, aby skutecznie konkurować z innymi dostawcami, musi — jego zdaniem — oferować bogaty asortyment roślin. Między innymi z tego powodu w gos­podarstwie tym produkuje się też rośliny balkonowo-rabatowe. I one właśnie okazały się źródłem największych zysków. Kupowane są nie tylko przez klientów hurtowni czy centrum ogrodniczego rends, ale także przez służby zieleni miejskiej. Dla tych ostatnich odbiorców produkowane są również bratki w polu — 50 000 sztuk w sezonie jesiennym. Oprócz szklarni, których najnowszą część postawiono w ubiegłym roku, są jeszcze dwa tunele foliowe o łącznej powierzchni około 500 m2, ale i tak wiosną brakuje miejsca dla roślin.


Fot. 6. W gospodarstwie rends Disznovenykertszet produkuje się bogaty asortyment roślin doniczkowych


Fot. 7. Wśród gatunków ozdobnych z kwiatów dominują cyklameny

Wśród około 50 taksonów roślin doniczkowych trzon stanowią te najpopularniejsze na świecie: draceny, jukki, difenbachie, figowce. Z różnych gatunków i odmian przygotowuje się na potrzeby własnego centrum ogrodniczego mieszane zestawy (np. związane z porą roku), które cieszą się powodzeniem.

Materiały wyjściowe przeważnie sprowadza się z zagranicy — głównie z Holandii i Kostaryki — ale niektóre rośliny rozmnażane są we własnym zakresie.
Dodatkowo, gdy ceny na holenderskich aukcjach spadają, M. rends kupuje tam niewielkie rośliny doniczkowe i przesadza w swoim gospodarstwie do większych doniczek (do podłoża z torfu łotewskiego), a następnie sprzedaje. Cena sadzonki draceny takiej, jak pokazana na fot. 8, to równowartość 150–200 HUF, produktu gotowego do handlu (otrzymuje się go nawet po dwóch tygodniach uprawy) — 400 HUF w hurcie, a cena detaliczna takiej rośliny wynosi około 800 HUF.


Fot. 8. Mihly rends pokazuje ukorzeniający się pęd draceny, która za mniej więcej 2 tygodnie będzie gotowa do sprzedaży

W części szklarni zamontowane są stoły, które M. rends wykonał sposobem gospodarskim — z mocnej siatki, na której układa się grubą warstwę włókninowej maty podsiąkowej, i otacza ją białą agrotkaniną (fot. 9). W drugiej części cieplarni rośliny ustawia się natomiast na podgrzewanej podłodze.


Fot. 9. Część stołów przesuwnych wykonano własnym sumptem

W gospodarstwie zatrudnia się robotników sezonowych z Rumunii, dla których specjalnie wybudowano obok szklarni komfortowy dom. Jest ich mniej więcej dwudziestu wiosną, w okresie najintensywniejszych prac.

Inwestycje zaplanowane na najbliższą przyszłość to zakupienie doniczkarki, następnych przesuwnych stołów, a w dalszej perspektywie — być może także gruntu pod budowę kolejnej szklarni. Mihly rends rozważa też, podobnie jak Gbor Bozsó, zmianę sposobu ogrzewania cieplarni — z gazowego na geotermalne.

* 100 forintów (HUF) to około 1,65 zł