Zamów w naszym sklepie
  • 12-636-18-51
  • wydawnictwo@plantpress.pl
ogrodinfo.pl
sad24.pl
warzywa.pl
Numer 08/2005

SZANSE I ZAGROŻENIA DLA POLSKIEGO ANTURIUM

Tezy wystąpienia prezesa Klubu Producentów Anturium Andrzeja Kowalskiego
podczas majowego spotkania członków tej organizacji w okolicach Kalisza

Po przystąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej obserwujemy wzmożoną aktywność na polskim rynku dużych hurtowni zagranicznych. Przede wszystkim przywożą one do Polski kwiaty łatwe w sprzedaży i tanie, takie jak róże czy chryzantemy, oraz olbrzymie iloś­ci dodatków bukieciarskich, tak zwanej zieleni ciętej. Wprowadzają nowe systemy zaopatrywania naszych kwiaciarni — "od drzwi do drzwi" — dowożąc kwiaty w promieniu 100 km dwa razy w tygodniu. Towar ten jest często niskiej jakości (nieświeży) i po dumpingowych cenach. Jednym z produktów jest także anturium w kartonach, kupowane przez eksporterów na giełdzie w Aalsmeer po trzech dniach od aukcyjnej sprzedaży, czyli bardzo tanio. Tak agresywny handel powoduje psucie cen oraz zagrożenie dla naszej rodzimej produkcji. Zrozumiałe jest przy tym, że Holendrzy chcą sprzedawać swój towar. Jasne jest jednak również, że i my musimy pilnować swojego biznesu.

Obserwujemy spadek jakości produkowanych w Holandii kwiatów anturium. Rynek w tym kraju domaga się bowiem kwiatów średniej wielkości i małych, które potrzebne są do kompozycji oraz do dużych wielogatunkowych bukietów. Pogarszanie się tam jakości kwiatów spowodowane jest zarazem chęcią uzyskania maksymalnej ich liczby z metra kwadratowego (2 piętra kwiatów, 28 stożków wzrostu). W konsekwencji uzyskiwany jest towar delikatny, o krzywych łodygach, wiotkich i krótkich. Przy tak intensywnej produkcji obserwujemy powszechne występowanie kwiatów "poza wyborem", stanowiących do 25% całego plonu. Towar ten, niestety, trafia na giełdę, co powoduje gwałtowne spadki cen, nawet do 18 eurocentów za sztukę. Następnie kwiaty te są oferowane, między innymi, w polskich kwiaciarniach — klient widzi anturium złej jakości, nierzadko uszkodzone, ale za to w wysokich cenach, które są efektem powiększenia wyjściowych kwot przez kolejnych pośredników. Jaki jest tego skutek, łatwo sobie wyobrazić, towar "nie schodzi", co powoduje jeszcze większy zastój w handlu — także naszymi kwiatami, dobrej jakości — spadek cen, itd. Krótko mówiąc: błędne koło! Ilość anturium eksportowanego do Polski wprawdzie od lat systematycznie spada, ale być może, w następstwie procesów przeze mnie przedstawionych, dotknie nas problem zniechęcenia się klientów do kupowania anturium.

Możemy być dumni, że utrzymaliśmy stałą, wysoką jakość produkowanych w Polsce kwiatów anturium. 10 lat pracy i trudu włożonego w modernizację naszych gospodarstw, wyjazdy zagraniczne, ciągłe pogłębianie wiedzy nie poszło na marne, przyniosło wręcz niespotykane efekty, które dały nam wysoką, drugą pozycję w Europie pod względem powierzchni upraw anturium na kwiaty cięte. Stało się to dzięki działalności — od połowy lat 90. — naszego Klubu Producentów Anturium pod przewodnictwem mojego poprzednika Włodzimierza Kowalskiego oraz pomocy Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa, a zwłaszcza profesora Leszka Orlikowskiego. Warto mieć świadomość, że wymienione efekty osiągnęliśmy wspólnie i dla własnego dobra. Z perspektywy dziesięciu lat widzimy wyraźnie, że nie tylko nie stanowimy dla siebie konkurencji, ale — wprost przeciwnie — jak to powiedział kolega Jarosław Ptaszek w 1995 roku na spotkaniu w jego gospodarstwie: "Jesteśmy jedną wielką rodziną".

Przed nami nowe wyzwanie — "bitwa o handel". Niestety, nie potrafimy nowocześnie handlować. Działając w rozproszeniu nie przeciwstawimy się sile obcego kapitału i eksporterom, którzy omamią naszego kupca "taniochą podstawioną pod nos". Nie można zarazem liczyć na to, że jedna grupa producentów z Łodzi ("Kwiaty Polskie") spowoduje poprawę sytuacji, na przykład, w Gdańsku. Dlatego powinny powstać handlujące kwiatami grupy producenckie w najważniejszych regionach kraju, a sprzedawcy z zachodniej Europy muszą poczuć respekt przed nami. Byłoby tragedią, gdybyśmy teraz oddali walkowerem nasze rodzime rynki zbytu producentom i handlowcom z Zachodu tylko dlatego, aby zrobić na złość swojemu sąsiadowi — konkurentowi. Nasi koledzy — producenci innych gatunków kwiatów — także mają problemy ze zbytem, odczuwają skutki rozwoju zagranicznych hurtowni. Rozwiązaniem naszych wspólnych problemów byłoby więc jednoczenie się producentów różnych kwiatów.

Mam nadzieję, że tego typu inicjatywy dojdą do skutku i że w przyszłym roku będziemy świętować sukcesy naszego rodzimego handlu.